HALF-LIFE – z łomem przez świat (podziemnego kompleksu)

Laboratorium C-33/A, „Unforeseen Consequences”, „Test Chamber”, czy wreszcie legendarny G-Man… Weterani gier komputerowych zapewne już doskonale wiedzą, o jaki tytuł chodzi. Wszyscy ci którzy jednak nie mieli okazji poznać tego legendarnego FPS-a od Valve wydanego w 1998 roku – czytajcie uważnie. Pora przybliżyć Wam historię gry Half-Life i Gordona Freemana AKA Tego Gościa z Łomem.

„Good morning and welcome to the Black Mesa Transit System.”

Już sam początek gry prezentuje się ciekawie. Nie ma żadnego intra, od razu jesteśmy wrzuceni do rozgrywki. Oto jedziemy pociągiem przez podziemny kompleks naukowy Black Mesa, słuchając wszystkiego, co na temat tego miejsca ma nam do powiedzenia system głośnomówiący w kolejce. Jednocześnie obserwujemy zajętych swoimi obowiązkami pracowników kompleksu, patrzymy, jak wygląda typowy dzień wielu ludzi. Ochrona pomaga naukowcom w drobnych problemach, owi naukowcy zajmują się projektami badawczymi, nawet jakiś człowiek z aktówką, ubrany w szykowny garnitur, przyjechał w jakimś celu, zapewne bardzo ważnym. Wszystko jednak zmienia się po nieudanym eksperymencie przeprowadzonym przez nas, który skutkuje inwazją obcych. Nasz cel? Przetrwać i odkręcić wszystko.

Od tego się wszystko zaczęło.
Pora na eksperyment. Co może pójść nie tak?

Przemierzając podziemne korytarze kompleksu badawczego zmierzymy się z różnymi przeciwnikami, stojącymi nam na drodze do wykonania naszego zadania. Począwszy od headcrabów (krabopodobne stworzenia, które po wskoczeniu na głowę przejmują kontrolę nad nosicielem zmieniając go w zombie), przez vortigaunty (humanoidalne stworzenia rażące nas wystrzeliwanymi wiązkami elektryczności) a skończywszy na gargantuicznie wielkich stworach ze świata Xen. Poza przybyszami z innego wymiaru, na drodze staną nam też żołnierze Marines, którzy zostali wysłani do Black Mesy, by „posprzątać” po incydencie. Zdarzy nam się także spotkać różne stworzenia, których nie pokonamy zwykłą bronią, lecz będziemy musieli obmyślić inną taktykę.

„Squad! Neutralize Freeman!”

Jak na rok 1999 trzeba przyznać, że przeciwnicy zachowują się bardzo inteligentnie. Marines umiejętnie wykorzystują osłony, widząc, że nie dają sobie rady często zdecydują się wycofać, na odchodne rzucając lub wystrzeliwując granat w naszą stronę. Vortigaunty, jeśli są ciężko ranne, zupełnie zaprzestaną walki i będą wyłącznie uciekać przed nami. Nasi towarzysze też potrafią sobie radzić – ochrona kompleksu naukowego na widok przeciwnika zacznie strzelać, zaś na zranienie przez nas samych też odpowiedzą nam ogniem. Jedyny problem, jaki jest z NPC-ami, których możemy wziąć ze sobą, to pathfinding – bardzo często zdarza się, że zablokują się bez powodu w jakimś miejscu, co zmusza nas do powrotu po nich, a to z kolei skutkuje niepotrzebnym marnowaniem czasu.

Ups…

Grafika bardzo mocno zestarzała się przez te 18 lat. W okresie, kiedy była wydana, dzięki autorskiemu silnikowi GoldSrc, wyglądała bardzo zadowalająco, jednak czas odbił swoje piętno na tej produkcji. Mimo to zniszczone korytarze wciąż budują niesamowity klimat napięcia, strachu i niepewności, zaś przeciwnicy samym wyglądem też potrafią nas przerazić. W miarę dobrym remedium na niedogodności graficzne jest co prawda HD Texture Pack (dołączony oficjalnie po wyjściu dodatku Blue Shift), który podmienia modele broni, postaci i niektóre tekstury na ich odpowiedniki w lepszej jakości, jednak na obecne czasy to dość niewiele.

Dźwięk również wypada mocno przeciętnie. Oczywiście, odgłosy monstrów, krzyki żołnierzy i panika naszych towarzyszy pomagają w tworzeniu dobrej atmosfery, jednak niska jakość nagrań nie pozwala odczuwać tego do końca. Niektóre dźwięki broni brzmią trochę sztucznie, tak, jakbyśmy używali zabawki, a nie prawdziwie potężnego oręża.

“Hey, over here! Eat lead, you outer space octopus!”

Skoro jesteśmy już przy uzbrojeniu, warto byłoby powiedzieć, czego przyjdzie nam użyć przebijając się przez oddziały wrogów. Do dyspozycji dostajemy m. in. pistolet, pistolet maszynowy/karabin szturmowy (zależnie od tego, czy mamy zainstalowany texture pack, czy nie), strzelbę, kuszę, wyrzutnię sterowanych rakiet, granaty, a także takie cudeńka, jak np. Karabin Gaussa, a także Gluon Gun (broń wypuszczającą niezwykle potężny promień energii na dość spory dystans). Rzecz jasna, nie można też zapomnieć o sztandarowej broni całej serii, jaką jest… łom. Prosty łom, który nie raz i nie dwa uratuje nam życie w sytuacji, gdy skończy się nam amunicja.

Jak ja mam was obejść?
Czasem trzeba będzie wyjść na powierzchnię.

Chociaż przez większość czasu będziemy poruszali się pod ziemią, pośród korytarzy kompleksu badawczego, znajdą się też sytuacje, gdzie wyjdziemy na powierzchnię, nawet, jeśli tylko na krótką chwilę. Ponadto, czeka nas kilka przejażdżek kolejką, zwiedzanie różnych laboratoriów, wizyty na półkach skalnych, a nawet wycieczka na domową planetę naszych nieproszonych gości. Mimo pewnej monotonii, jakiej mamy prawo się obawiać, etapy są bardzo zróżnicowane i ciekawie wykonane. Na wielu z nich natkniemy się również na jakieś proste zagadki logicznie, których rozwiązanie będzie konieczne, byśmy mogli przejść dalej.

Xen – świat naszych intruzów.

„Thank you, and have a very safe and productive day.”

Minęło 11 lat od wydania drugiego dodatku do drugiej części Half-Life, zaś trzeciego (lub trzeciej części, kto wie) wciąż nie możemy się doczekać. Historia Gordona Freemana jeszcze się nie skończyła, aczkolwiek warto ją sobie od czasu do czasu odświeżyć, albo chociaż nadrobić, jeśli ktoś jeszcze nie miał ku temu okazji. Kilka lat temu ukazała się bardzo ciekawa modyfikacja (która stała się pełnoprawną produkcją) o tytule Black Mesa, która przenosi pierwszą część na silnik Source – jest to całkowity remake gry, który jednak cechuje się takim samym klimatem, co oryginalna produkcja. Jeśli ktoś zwraca uwagę na grafikę, to jest to dla niego dobry sposób, by mimo wszystko przekonać się, czemu ten tytuł stał się legendarny. Dla osób, które przeszły oryginał jest to zaś dobre zestawienie z oryginałem. Jednak jeśli pragniecie przeżyć historię słynnego naukowca tak, jak przeżyli ją ci, którzy mieli okazję poznać ją niespełna 20 lat temu, gorąco zachęcam do przejścia oryginalnego Half-Life’a. Dostępny jest on na Steamie za grosze, choć wart jest zdecydowanie więcej. To gra, którą trzeba przejść.